wtorek, 25 listopada 2014

Dzień trzydziesty drugi - ostatni.

Ostatnio widziałyśmy się w zeszły weekend. Długo się zbierałam, by cokolwiek o tych dniach napisać, ale doszłam do wniosku, że lepiej dla mnie będzie, jeśli przemilczę i zapomnę. Jestem na dobrej drodze.

Dziś czuję się fatalnie i nic nie pomaga. Godzinę temu przekroczyłam maksymalną dawkę leków uspokajających, a i tak nie odczuwam żadnej różnicy. Nie mogę znaleźć sobie miejsca, nie wiem w co włożyć ręce i najchętniej bym się okaleczyła, ale chcę z tym walczyć. Myśl o tym boli, dusi, ogłusza. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie znam powodu tego stanu. Terapeuta powiedziałby, że mój organizm reaguje w ten sposób z jakiegoś powodu i wkurwiłby mnie tym niepomiernie, jak zawsze...
Do niczego się dziś nie nadaję, nie umiem nawet za Tobą tęsknić. Urywam kontakty z osobami, które mnie krzywdzą, więc z Tobą też muszę. Zostawiłam sobie Ciebie na koniec, bo z racji tego, że chorujemy na to samo, rozumiesz mnie lepiej, niż ktokolwiek zdrowy. I wiem, że każde krzywdzące słowo, które kierowałaś w moją stronę wynikało z cholernej choroby, dlatego tak ciężko mi Ciebie całkowicie skreślić. Jednak robię to i nie bez powodu biorę się za to w tak paskudny dla mnie dzień, kiedy zupełnie siebie nie czuję. Tak łatwiej. Wykonałam ostatni telefon do Ciebie, ostatni raz zajęłam Ci tych parę minut i teraz pozostaje mi jedynie kwestia wyrzucenia Cię z myśli. Wiem, że z dnia na dzień nie przestaniesz być dla mnie ważna, bo jesteś dla mnie jak siostra. Natomiast nie zamierzam już w żaden sposób próbować ingerować w Twoje życie i wybory. Chyba dałam Ci to odczuć podczas rozmowy, bo na wzmiankę o samobójstwie już nie reagowałam tak żywo, jak zawsze i potwierdziłam Twoje stwierdzenie, że nikt nie będzie miał wpływu na Twoją śmierć. I tyle.

Nie chcę kończyć posta z pesymistycznym nastawieniem, dlatego wspomnę, że ostatnie poranki są dla mnie przyjemną ostoją, czymś, czego już tak dawno nie czułam. Wszystko dzięki temu, że odnowiłam kontakt z kimś, kogo dawniej nie mogłam wpuścić do swojego serca z racji silnego zaangażowania w poprzedni związek, a teraz nareszcie mogę się otworzyć i jest mi z tym niesamowicie dobrze. W końcu mam poczucie wolności i przynależności w jednym, więc mogę śmiało stwierdzić, że jestem szczęśliwa. Muszę tylko popracować nad swoją psychiką, bo przez te nagłe zmiany nastroju nie mogę odczuwać tak, jakbym tego chciała.

Nie bez powodu ten kawałek oraz wykon. Mru.
Template by Nielivka